Tim Berners-Lee przekonuje, że komercjalizacja sprawiła, iż internet został „zoptymalizowany pod złośliwość”, ale współpraca i empatia wciąż mogą zwyciężyć. Kiedy w 1989 r. stworzył World Wide Web (WWW – usługa działająca na infrastrukturze internetu), jego wizja była jasna: sieć miała być dostępna dla wszystkich, zawierać wszystko i – co kluczowe – pozostać darmowa. Dziś z jego wynalazku korzysta około 5,5 miliarda ludzi, a internet coraz mniej przypomina demokratyczną siłę dla dobra ludzkości, jaką wyobrażał sobie jego twórca.

Czytaj więcej

Monopol Google’a pękł. Kto podbija rynek wyszukiwarek?

Przebywając w Australii, gdzie promował książkę „This Is for Everyone”, Berners-Lee udzielił wywiadu dziennikowi „The Guardian”, w którym mówił, czym stał się internet – i jak on sam oraz społeczność współpracowników mogą oddać kontrolę nad siecią jej użytkownikom. Swoje największe wynalazki opracował w latach 1989-1991 podczas pracy w CERN. Korzystając z komputera NeXT stworzył wówczas protokół HTML, który nadaje stronom internetowym strukturę i wygląd, http – protokół odpowiedzialny za komunikację między serwerem a przeglądarką, URL – unikalny adres każdego zasobu w sieci, a także pierwszą przeglądarkę i serwer.

Pierwsze lata rozwoju WWW wspomina jako czas „nieposkromionego entuzjazmu”. Prawie 40 lat później, jak mówi, rodzi się bunt – wśród aktywistów i programistów, którzy chcą naprawić internet. „Możemy naprawić internet… To nie jest za późno” – ocenia Berners-Lee i określa swoją misję jako „walkę o duszę sieci”.

Czas „szarlatanów” i nadużycia

Zdaniem Bernersa-Lee pierwszym momentem wypaczenia sieci była komercjalizacja systemu nazw domen. Jego zdaniem domena „.com” powinna była być zarządzana przez organizację non-profit działającą w interesie publicznym. Zamiast tego w latach 90. została przejęta przez – jak to określa – „szarlatanów”.

Pogoń za zyskiem szybko zaczęła kształtować sposób projektowania internetu. Prawdziwą skalę problemu Berners-Lee dostrzegł jednak dopiero w 2016 r., tym samym, w którym otrzymał Nagrodę Turinga – wybory w USA uświadomiły mu, jak toksyczna potrafi być sieć. Dwa lata później powiedział „Vanity Fair”, że był „zdruzgotany” nadużyciami internetu.

Od 35 lat Berners-Lee prowadzi to, co uważa za pierwszy blog na świecie. W jednym ze swoich wpisów z 2024 r. opublikował mapę „wszystkiego, co jest w internecie”, pokazującą, że sieć wciąż w ogromnej mierze służy dobru: komunikacji, zdrowiu, edukacji, współpracy i kreatywności. Jednak w jednym z jej rogów znajduje się „czerwony obszar”: media społecznościowe, manipulacja feedami, uzależnienia, polaryzacja, dezinformacja i kryzys zdrowia psychicznego. Ten fragment internetu – jak mówi – został „zoptymalizowany pod złośliwość” i opiera się na masowej ekstrakcji danych oraz nadzorze.

Krytyka gigantów i projekt Solid

Berners-Lee krytykuje dominację takich gigantów jak Google czy Facebook, uznając ją za hamulec innowacji i rozwiązań naprawdę stawiających człowieka w centrum. Odpowiedzią ma być tworzony przez aktywistów projekt, któremu się poświęcił. Solid (social linked data) to nowy sposób przechowywania danych, który oddaje pełną kontrolę użytkownikom. Dane miałyby być przechowywane w osobistych „podach” – cyfrowych plecakach, gdzie użytkownik decyduje, komu i w jakim zakresie je udostępnia. Takie rozwiązanie testuje już m.in. rząd Flandrii w Belgii. Według Bernersa-Lee nowe, bardziej empatyczne i współpracujące systemy mogą z czasem sprawić, że dzisiejsze platformy społecznościowe staną się przestarzałe.

Czytaj więcej

Koniec ery „dzieci TikToka”? Francja i Wielka Brytania chcą zakazu social mediów

Co jeden z ojców internetu sądzi o australijskim, pierwszym na świecie zakaz korzystania z mediów społecznościowych (blokuje osobom poniżej 16. roku życia dostęp do m.in. Snapchata, X, Facebooka i YouTube’a)? Berners-Lee nie jest do tego przekonany. – Pierwsze pytanie brzmi, czy dzieci w ogóle powinny korzystać z tych konkretnych serwisów społecznościowych. Trzeba jednak uznać, że takie rzeczy jak komunikatory są użyteczne – mówi.

Zamiast tego opowiada się za smartfonami projektowanymi specjalnie dla dzieci, które blokowałyby dostęp do szkodliwych treści. Wskazuje na telefon Other, zaprojektowany we współpracy z użytkownikami Mumsnet, jako alternatywę dla urządzeń umożliwiających nieograniczony dostęp do mediów społecznościowych.

Najwięcej niepokoju budzi w nim jednak rozwój sztucznej inteligencji. Choć AI powstała dzięki danym z internetu i ma potencjał, by zmienić świat na lepsze, Berners-Lee obawia się, że ludzkość przegapi moment na wprowadzenie skutecznych zabezpieczeń. „Koń już ucieka” – mówi „The Guardian” o niekontrolowanym rozwoju AI.

Tu Tim Berners-Lee, choć nie jest aż tak radykalny, wpisuje się w ostrzegawcze głosy „ojców sztucznej inteligencji”. Prof. Yoshua Bengio snuje ponury obraz potencjalnych zachowań maszyn obdarzonych superinteligencją i własnymi celami, takimi jak przetrwanie czy samodoskonalenie. Z kolei Geoffrey Hinton, laureat nagrody Nobla, ostrzega, że wzrosła szansa, że AI doprowadzi do wyginięcia ludzkości w ciągu 30 lat. – Będziemy przy maszynach jak trzylatek przy dorosłym – przekonuje Hinton.

Czytaj więcej

„Jak trzylatek wobec dorosłego”. Ta technologia może zniszczyć świat, ryzyko rośnie

Marzeniem Tima Bernersa-Lee jest stworzenie „CERN-u dla sztucznej inteligencji” – globalnego, naukowego centrum, które rozwijałoby superinteligencję w bezpieczny i przejrzysty sposób. Dziś jednak, jak przyznaje, świat jest od tego bardzo daleki.